


Przyjechali po mnie w nocy. Nigdy wcześniej nie wąchałem tego samochodu. Otworzyli tylnie drzwi i kazali wskoczyć na siedzenia. Nie chciałem tego ale na szyi miałem jakiś pasek i nie bardzo miałem inny wybór. Próbowałem wejść ale nie miałem sił. Poczułem ludzkie dłonie pod pachami i siłę która uniosła mnie w górę pomagając mi znaleźć się w środku. Było mi w sumie wszystko jedno co ze mną zrobią. Każdy dźwięk który słyszałem był niewyraźny i przytłumiony niczym pod wodą. Każdy obraz był rozmazany jak za mgłą. Każdy dotyk i ruch sprawiał mi taki ból jakby zdzierano ze mnie skórę. Było mi tak bardzo zimno jakbym już był martwy. W każdym zapachu czuć było jedynie zbliżającą się śmierć i moje własne gnijące ciało. Każda sekunda wydawała się wiecznością. Za szybą jedynie rozmazane cienie drzew. Wszystko pogrążone w ciemności rozświetlane na moment światłami jadącego samochodu wyglądało jak taniec duchów. Wszystko będzie dobrze - mówiła. Czy ja już umarłem? Czy to tak wygląda anioł, który przyszedł po mnie i zabiera mnie tam gdzie nie ma bólu i cierpienia? Proszę, proszę, proszę. Zabierz mnie - błagałem. Zasnąłem. Obudził mnie dziwny znajomy zapach. Przypomniał mi dzieciństwo, pierwszy dom i czasy kiedy wszystko pozbawione było najmniejszych trosk. Podniosłem głowę i znów wyjrzałem na zewnątrz. Oślepiła mnie na moment niezliczona ilość świateł - małych i dużych, bliskich i dalekich. Wszystko dookoła wirowało i błyszczało. Przyglądając się wszystkiemu poczułem lekki zachwyt - Warszawa. Baryłka, wysiadamy - usłyszałem nagle jej głos. Jej ręka, która przez ten cały czas leżała na moim ramieniu chwyciła mnie delikatnie za pseudo obroże na mojej szyi. Wyszliśmy z samochodu. Nie poznałem tego miejsca ale wydało mi się, że już kiedyś widziałem takie ogromne ludzkie budy z płaskiego kamienia. Byłem bardzo pobudzony widząc otoczenie wywołujące same przyjemne wspomnienia i skojarzenia. Szliśmy wzdłuż ściany aż doszliśmy do w pół szklanych, rozświetlonych drzwi. Otworzył nam mężczyzna ubrany w biały szlafrok. Przywitałem go machaniem ogona i weszliśmy do środka. Nie wiem jak długo tam byliśmy. Wszystko nabrało tępa od momentu kiedy kazali mi stać i wsadzili w pupę patyk zwany termometrem, a następnie wbili we mnie strzykawkę i jeszcze dwie kolejne. Nagle wszystko nabrało tyle ostrości i kontrastu jakbym zaczął widzieć w kolorach. Poczułem się dużo lepiej ale nie przestałem się trząść i ledwo miałem siłę iść. Wsiedliśmy do samochodu i dojechaliśmy do domu gdzie czekał na mnie ciepły grzejnik i miska z wodą. Na wejściu poczułem takie pragnienie, że wypiłem dwie pełne i chodziłem tak się napić co chwila. W kolejnych dniach odkryłem, że te strzykawki to leki od których przestaje swędzieć skóra, boleć uszy i spada gorączka. Jednocześnie powodowały one ogromne pragnienie. Minął tydzień i poszedłem na kolejne leczenie. Myślałem, że dostanę zastrzyki jak wcześniej i wrócimy spacerkiem do domu, jednak tym razem tak się nie stało. Dostałem strzykawkę i już wyszliśmy od weterynarza, kiedy nagle ogarnęło mnie takie zmęczenie jakiego w życiu nie czułem. Chciałem iść do przodu ale moje łapy odmawiały mi posłuszeństwa. Musiałem usiąść. Po dwóch minutach już zupełnie ich nie czułem, a po trzeciej nie mogłem podnieść nawet głowy. Pomyślicie pewnie, że byłem przerażony? Może byłem odrobinę zdezorientowany ale nie walczyłem z tym. Nadchodził ciężki sen, który w każdej sekundzie coraz mocniej zamykał mi powieki. Przyzwalałem mu na to bo przez cały czas była obok mnie Ona. Ufałem Jej i czułem się bezpiecznie. Poczułem Jej ciepłą dłoń zsuwającą się po moim czole na oczy i pysk. Moje oczy się zamknęły.
Bary
